O tym, jak pies w piłkę grał...

Poniedziałek:
Jak wiadomo - mam psa. Psa, który jest bardzo zazdrosny o dzieciaki. 
Ostatnio dzieciakom kupiłam piłki (każde musi mieć swoją). Oskar jedną podwędził i narobił płaczu. Postanowiłam więc, że i jemu zakupię. Była fajna, czarno-czerwona (dzieci dostały po żółtej).
Radość nie do opisania, pies oszalał.....



Wtorek:
Pies zgubił piłkę, nie może znaleźć....


Środa:
Pies znalazł piłkę i intensywnie się nią bawił. Mniej więcej zostało z niej tyle....



Czwartek:
Pies próbuje ukraść dzieciom piłkę.

Piątek:
Pies nadal bezskutecznie próbuje ukraść dzieciom piłkę...

Sobota:
Postanowiłam kupić mu tą piłkę jednak. Tylko dla niego. 
Wróciłam z zakupów. Nie zdążyłam wysiąść dobrze z samochodu. Po nowiuśkiej piłce zostało tyle:



Niedziela:
Pies próbuje grać w rugby swoją niebieską piłką....To się zlitowałam.....i pojechałam kupić mu następną... 
kupiłam...radocha  w oczach psa...trwała 15 minut....




Bilans piłkowy?
3:0 dla Oskara



ps. jutro dostanie gumę od amortyzatora...taniej będzie... i szybko nie zniszczy....


Komentarze

Prześlij komentarz

dziękuję za dodanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

...koniec roku...

Moja "adoptka"