mało nas,mało nas do pieczenia chleba.....

Ponoć człowiek, to jest takie zwierzę, które musi wszystkiego (no prawie wszystkiego) w  życiu spróbować.. 
Byłam przeciwniczką maszyn wszelakich do pieczenia chleba, bo:
- lubię wyrabiać ciasto ręcznie;
-lubię wiedzieć w rękach, czy ciasto wyjdzie dobre czy nie;
- jak to piec w maszynie????



Ale, ale...tylko świnia (lub krowa- różnie w różnych regionach mówią) nie zmienia poglądów i oto pewnego wrześniowego dnia, w ferworze zakupów elektronicznych i innych użytkowych nabyłam "chlebopiek".

I odtąd stałam się SZCZĘŚLIWĄ posiadaczką maszyny do wypieku chleba....no może nie tyle wypieku tegoż, co zagniatania :D
Oczywiście metodą prób i błędów udało mi się ze 2 razy upiec chleb bezpośrednio w maszynie, ale....wolę jednak tradycyjne bochenki,  tradycyjne bułki i chałki pieczone w piekarniku.

Maszyna do wygniatania jest idealna - na prawie dwugodzinny czas oczekiwania - składa się wyrabianie, zagniatanie, rośnięcie ciasta. Po dwóch godzinach ciasto ląduje na stolnicy i jeszcze dodatkowo je zagniatam, potem formuję chleb lub bułki i zostawiam na 15 minut do wyrośnięcia.
W maszynie stworzyłam już ciasto drożdżowe, keksa, ciasto na pizzę. Teraz robi się zakwas i spróbuję, znaczy SPRÓBUJĘ, wygnieść ciasto na zakwasie w maszynie. Czuję, że może to być ciekawe doświadczenie.

Póki co, przedstawiam:

W ROLI GŁÓWNEJ:
wczorajsze chałki i bułki wieloziarniste (z migdałami, słonecznikiem i dynią). Pieczone tradycyjnie w piekarniku.







W POZOSTAŁYCH ROLACH:

swojskie bułki w towarzystwie niemniej swojskiego dżemu ze śliwek TU PRZEPIS




ORAZ
bułkę w towarzystwie niepowtarzalnego białego sera (można użyć sera typu "feta") i suszonych pomidorów (suszonych w słońcu mazurskim!!! - swojskich, swoimi rękami stworzonych).





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"fejsbukowi /wirtualni/ przyjaciele"

...koniec roku...