ponownie u Jaskółek :)

Odgrażałam się Jaskółkom z Gąsiora, że powrócę do nich...w piękniejszych okolicznościach przyrody, przy piękniejszej pogodzie.





W ostatni weekend sierpnia, wraz z moją przyjaciółką Agatą (z drugiego końca Polski), groźby swoje spełniłam.


A u Jaskółek ludzi gwar, cudna atmosfera, przewspaniali ludzie, pensjonat aż tętnił pełnią życia. Wspaniałe, smaczne żarcie (sery.....mmmmmmmmmmm). Jak w domu. Każdy to mówi.
Zieleń zmienia się powoli w czerwień, żółć, brąz. Jachty dostojnie przeglądają się w tafli jeziora, w powietrzu czuć pierwsze oznaki jesieni. Na Bełdanach nie ma już takiego tłoku jak latem. W zatokach nie widać zacumowanych łodzi. W oddali majaczy Galindia - teraz lepiej widoczna, poprzez nieco przerzedzone korony drzew.

Cóż jeszcze? Biegający Kosmyk.
Mała Basia, która szeroko uśmiechała się do nas podczas śniadania.
Asia w nowych trampkach.
Wygrzewające się w słońcu kocury - Łajza lub Flejtuch - zabijcie ale nie wiem, które jest które....
Ogólnie "cut, miut i malyny".

Mówią, że jeśli coś zostawisz lub zabierzesz z miejsca, w którym byłeś, to powrócisz tam.
To widocznie Jaskółkę jeszcze odwiedzę...Nie, nie zostawiłam nic. Wzięłam ze sobą. Klucz do pokoju numer 5. Zaświtało mi w głowie już za Nowym Mostem, kiedy wjechałam w las, że chyba w kieszeni mam klucz....
Ale klucz oddany - więc może do zobaczenia za jakiś czas?

Oto krótki zapis fotograficzny:











Komentarze

  1. Wyprzedziłaś mnie ale ja bym tak ładnie nie napisała i zdjęć takich pięknych nie mam. Edyśku Tobie dziękuję za ten weekend. A w Jaskółce serce zostawiłam i wrócę tam... może z Tobą ;-).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

dziękuję za dodanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

"fejsbukowi /wirtualni/ przyjaciele"

...koniec roku...