"Matki Polki Uciemiężone i Uciśnione w Sieci..."


Ostatnio w grupie dobrych znajomych wywołałam (no dobra celowo podjudziłam) temat "Matki Polki". Moja koleżanka Agata -autorka Wampirza Matka, stała się (ale za jej przyzwoleniem) trochę kozłem ofiarnym - co oznacza, że zarzuciłam jej (oczywiście humorystycznie), że nie jest "Matką Polką" (bo nie gotuje obiadów, nie robi kanapek etc). Podłapała temat i dała mu upust TU.


Więc odpowiadam jej na ten post :)



Agata, mickiewiczowski obraz "Matki Polki" oraz ten z siatami, to się zdeaktualizował chyba wraz z ostatnimi PRL-owskimi komediami (np. Barei). Chyba w Alternatywach 4 ostatnio oglądałam siaty, a może to było "Poszukiwany, poszukiwana"? Aaaa tam mężczyzna siaty nosił, przebrany za kobietę....czyli się nie liczy.




Otóż...teraz jest zupełnie inny obraz – też "Matki Polki". I będę tej tezy broniła, jak niepodległości. Ale o niej później.

Wypowiadam się teraz czysto TEORETYCZNIE, bo matką nie jestem, czego nieustannie żałuję, ale żyję w tym społeczeństwie, obserwuję i wyciągam wnioski. Taką barejowską matkę znam jedną, ale ona też nie jest tak przerysowana jak ta na szklanym ekranie. Co znaczy tyle, że przygotowuje obiady, kanapki, ale siaty noszą chłopaki, a ona ma mnóstwo czasu dla siebie. Wychodzi do kina, do teatru, na ploty z psiapsiółkami, ma swoje pasje, które rozwija. Inna, ma nianię do dzieci, inna "inna" ma panią do sprzątania, "Inna inna inna" jest zaś wiecznie niezadowolona i wiecznie zmęczona. Kolejna ma czas na wszystko: i dom ogarnięty i dzieci ogarnięte i nie narzeka. Przykłady można mnożyć i mnożyć. To przykłady z realnego życia.

Ale obserwuję też "Matki Polki" w sieci. I tu co? Szok i zaskok? Nieee – to chyba już zjawisko ogólnospołeczne.
Teraz jest moda na "UCIŚNIONE I UCIEMIĘŻONE MATKI POLKI W SIECI". Fora matkowo-dzieciowe, fanpejdże, blogi parentingowe i okołoparentingowe powstają jak grzyby po deszczu. I nie chodzi tu tylko o piszące blogi (tu dowolność wszelaka i każdy na swoim podwórku może robić co chce). Wpisy (a głównie komentarze) tych umęczonych przez sieć matek czasem śmieszą, czasem wkurzają, czasem zasługują na kiwnięcie z politowaniem głową. To, co się dzieje na forach...to już woła o pomstę do nieba. Tu dopiero "jedna pani drugiej pani" potrafi dać czadu i wylać swoje frustracje, jak to jest źle być "Matką Polką Sieciówką". 
A wśród blogosfery, jest kilka blogów, które się wyraźnie wybijają i które lubię czytać – ale akurat te matki nie są uciemiężone przez sieć (patrz: np. nasza Agata, Asia i kilka innych).  Nie udają NADLUDZI.  

A pozostałe..no cóż...skoro poświęcają jakieś 70% swojego czasu na życie w sieci (forum, blogi, fejsbuk, zakupy), to jak mają mieć czas na życie realne?

I nie mówcie, że tak nie jest. Skoro "Matka Sieciówka":
  • rozmawia przez internet;
  • wychowuje dziecko przez internet;
  • kupuje przez internet,
  • żyje w internecie, (upraszczając)

to przestaje dziwić fakt, że nie ma czasu na nic innego "i zmęczona być musi" (klepaniem w klawiaturę i gapieniem się w monitor).  "I na prozę życia czasu ni ma"

Wiem, taki lajf – jakby powiedzieli co niektórzy. NIE MA CIĘ W SIECI – NIE ISTNIEJESZ. 

I nie neguję tego.

Sama sporo czasu spędzam w sieci. Ale nie odbieram tego czasu dzieciom, rodzinie i nie czuję się tym zmęczona i uciemiężona (pomimo tego, że sieć to straszliwy złodziej czasu). Więc albo to lubimy i przyznajemy się do tego otwarcie, albo do cholery jasnej miejmy w sobie trochę siły i odwagi i nie narzekajmy.

Był taki dowcip, chyba trochę adekwatny do "matek uciśnionych w sieci"..."Biega facet z pustą taczką w tą i z powrotem. Drugi (kierownik) pyta go, co robi, że z tą pustą taczką lata. A ten pierwszy odpowiada: panie kierowniku, normy tak naszpanowane, że nawet czasu załadować nie ma".

Oczywiście od każdej reguły jest wyjątek. I nie każda "Matka Sieciówka" jest uciemiężona i umęczona. Jednak znakomita większość niestety taki obraz maluje.
Więc może mniej wirtualu by IM sie zdało?


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

...koniec roku...

Moja "adoptka"