Letnie drożdżówki

Jeśli nie jesteście na diecie bezglutenowej, albo na innej wiecznej diecie, to proponuję do kawy drożdżówki pachnące latem.

Składniki:

700 gram mąki
120 gram roztopionego masła
pół kostki świeżych drożdży
140 gram cukru pudru (może być zwykły, ale wtedy około 100 gram wystarczy)
szklanka ciepłego mleka (ok. 250 ml)
4 jajka
szczypta soli
trochę ziarenek wanilii (niekoniecznie)

Nadzienie:
owoce letnie (maliny, jagody, borówki) około 700 gram
2 budynie waniliowe (oba na pół litra) można też kakaowy i zamiast owoców dać kawałki gorzkiej czekolady i lentilki (ale wtedy bułki nie będą letnie)
750 ml mleka

1 jajko do posmarowania bułek po wyrośnięciu

płatki owsiane do podsypania bułek.


Wykonanie:

Z drożdży, łyżki cukru, mąki i pół szklanki mleka zrobiłam zaczyn. Odstawiłam do urośnięcia na 15 minut. Przygotowałam pozostałe składniki do ciasta. Tym razem nie wyrabiałam ciasta ręcznie, tylko przeprosiłam maszynę do chleba. Nie oszukujmy się - zawsze to szybciej i mniej bałaganu, niż zagniatanie ręcznie. Zasada niezmienna - mokre, sypkie. Na dno naczynia wlałam mleko, jajka, roztopione masło, zaczyn drożdżowy. Potem dodałam przesianą mąkę, cukier i na końcu szczyptę soli. Ustawiłam na program do zagniatania ciasta (1 godzina 50 minut). Przed końcem wyrastania ciasta ugotowałam budyń, który jest nadzieniem (musi być gęsty). Pokroiłam w kostkę brzoskwinie i odmroziłam maliny.
Ciasto podzieliłam na dwie części. Pierwszą (oraz drugą) z nich rozwałkowałam na grubość około centymetra na stolnicy (kształt prostokąta). Na wierzch wylałam połowę masy budyniowej, a Gabrysia powtykała w masę owoce. Ciasto zawinęłam jak klasyczną roladę i pokroiłam w grube plastry ostrym nożem. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia, posypałam płatkami owsianymi. Delikatnie przełożyłam plastry ciasta na blachę (dość duże odstępy trzeba zostawiać między bułkami, bo rosną). Bułki przykryłam lnianą ścierką i zostawiłam na 15 minut (żeby "odpoczęły"). W tym czasie nagrzałam piekarnik do 175 stopni. Przed pieczeniem bułki posmarowałam rozbełtanym jajkiem. Każda blacha piekła się około 15 minut. Po wyjęciu trzeba je dość mocno ostudzić. Najlepsze jednak są na drugi dzień do kawy (przechowywać trzeba w lodówce).

Smacznego!

A fotograficznie było tak:

I. faza "farszowania".
 II. faza rośnięcia
 III.faza pieczenia
 IV. faza studzenia
 V. faza "przed zjedzeniem"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

...koniec roku...

Moja "adoptka"