Byłam w raju czyli Festiwal Czekolady i Słodyczy

Przez zupełny przypadek dowiedziałam się, że w dniach 13-15 listopada w Warszawie odbędzie się II Festiwal Czekolady i Słodyczy. Moja wyobraźnia podpowiadała mi, że to miejsce idealne dla mnie (czekoladoholiczki). 



Cóż pozostało? Kupić bilety wstępu i jechać. Jeśli nie chcecie stać w kolejkach (i przepłacać) to warto zakupić bilety on-line. Za wejście dla 7 osób zapłaciliśmy 30 zł (normalnie zapłacilibyśmy 60 zł). 
Nie sądziłam, że festiwal będzie chciało zobaczyć tyle osób. Z ciężką torbą na ramieniu (ach te damskie torebki), jeszcze cięższym aparatem na szyi i pięciolatką trzymającą mnie za rękę (ciociu!!! kupisz mi to?, a to?) ruszyłam na podbój czekoladowej krainy. Reszta ekipy mi uciekła (cwaniaki!!!), żeby popróbować tych wszystkich słodkości. No cóż...robienie zdjęć i obejrzenie wszystkiego z dzieckiem za rękę bynajmniej łatwe nie jest...ale dałyśmy radę! (no dobra, na pomoc przyszła mama Gaby). 

I moim oczom ukazały się takie oto rajskie obrazki. (zdjęć jest dużo, ale wstawiłam zaledwie 1/4 z nich - mam nadzieję, że przebrniecie do końca wpisu)






eklera z kwiatkiem (nadzienie cytrynowe i zapiekana beza) miałam okazję spróbować - ciociu kupisz? ciociuuu on jakiś taki...kwaśnocytrynowy jest - weź ty go zjedz. (8 zł)


Raj - makaroniki. Najlepsze oczywiście jadłam we Francji, ale te też były dobre. 


Całe stoisko z dekoracjami piernikowo- świątecznymi





Bajkowe, cudowne torty (niestety, nie zobaczyłam wszystkich...)






Torty weselne:


Mój ulubiony - numer jeden!!!!

no i Lord Vader....z myślą o VT oczywiście <3
I pozostałe cuda:
Kawa pachniała bosko, niestety też nie miałam okazji spróbować. Zbyt dużo się działo wokół.

lizaki Frozen


piękne praliny w wymyślnych kształtach



Minionki - hit festiwalu








wierzynkowe makaroniki....





to niewiarygodne, że z czekolady mogą powstać takie cuda.





i słodkie kolczyki






Byłam w raju...naprawdę . W przyszłym roku też pojadę zobaczyć festiwal. 
Aha - dziś można zobaczyć festiwal do 18. Jeśli ktoś mieszka w stolicy- to warto. Może jedynie ceny nie powalają na nogi, gdyż spokojnie można było się pokusić o zmniejszenie cen o 1/3 co najmniej.

Polecam - macie jeszcze dwie godziny na obejrzenie festiwalu.

Komentarze

  1. Oblizałam telefon i wpadłam w kryzys cukrzycowy! Mniammmmm
    dochtórka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje absolutnie faworyty - makaroniki i pralinki........wrócę tam za rok :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. to tak jak ja wczoraj :)
      dostałam oczopląsu :)

      Usuń

Prześlij komentarz

dziękuję za dodanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

...koniec roku...

Moja "adoptka"