Pizza żytnia

Sobota to dzień absolutnie niezdrowego jedzenia. Dziś przepis na "szybką" pizzę  z mąki żytniej z pełnego przemiału. 


Ciasto:
150 g mąki żytniej
75 ml ciepłej wody
11g drożdży
2 łyżki oliwy (użyłam doskonałej Olio d'Autore ANTICO CASALE PALMIERI od Uli i Asi Rzepczak)
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki cukru


Na wierzch:
sos pomidorowy
oliwki
papryka
kapary
cebula w pokrojona w piórka
papryczki jalapenos
kindziuk (prosto z Podlasia)
żółty ser
przyprawy (pomiszałam bazylię, zioła prowansalskie, kumin, octowiec)
(zresztą możecie położyć na nią co wam się tylko zamarzy)

Wykonanie:
Pokruszone drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie, dodać cukier i jedną łyżkę mąki. Dokładnie wymieszać i odstawić na 10 minut. W misce wymieszać mąkę z solą. Dodać zaczyn drożdżowy i oliwę.
Wyrobić na gładką masę. Ciasto jest dobre, jeśli "rośnie" w rękach. UWAGA!* jeśli ktoś nie lubi mąki żytniej (bo jest kiepska jeśli chodzi o rośnięcie) niech zamieni ją na pszenną (typ 550 lub 650). Mi wychodzi każde ciasto drożdżowe, więc bez problemu używam mąki żytniej (jest ciut "mniejsze" ale lubię ten specyficzny smak). Odstawiamy na pół godziny w ciepłe miejsce. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Wyrośnięte ciasto rozwałkować na cienki placek. Posmarować sosem pomidorowym, posypać przyprawami, położyć wszystkie składniki, przykryć serem i wstawić do nagrzanego do 170 stopni piekarnika na około 12-13 minut.

Smacznego!
Cebula, kapary, papryka, oliwki, kindziuk.

Żytni drożdżowy spód

Za chwilę powędruje do pieca.

a po 12 minutach...

znika w mgnieniu oka :)

Komentarze

  1. super! jutro zrobię.
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyobraź sobie,że ja nie umiem robić pizzy!!! A ciasta drożdżowe robię!
    Zamiast żółtego sera dałabym jednak mozzarellę! Ale w sumie to mniammm
    Dochtórka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja Dochtorko...mozarelle pozerlismy wczoraj ;) ale wiesz w Rzymie pojdziemy na taką prawdziwie włoską :)

      Usuń

Prześlij komentarz

dziękuję za dodanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

...koniec roku...

Moja "adoptka"