A tymczasem w grodzie Kraka...

W Krakowie same dobre wieści. Tylko się cieszyć.
Wprawdzie pogoda nie rozpieszcza i już pierwszego dnia pożałowałam, że kurtka zimowa została w domu, to sytuację uratowała bluza funkcyjna. Gdyby nie ona! I zaprawa w mazurskich wycieczkach....Ale była i ...Kraków złażony po raz setny.
Za każdym razem odkrywam "nowe". Chociaż do ogrodu botanicznego nadal nie dotarłam, a mam do niego zaledwie pół ulicy (i nie jest to dłuuuuuga Grzegórzecka). Jest jak zwykle magicznie, pogoda do pikuś. A może już ja usmogowana na maksa widzę Kraków w różowych barwach?????












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

...koniec roku...

Moja "adoptka"