Moja "adoptka"

W sobotę stanęło to małe, zziębnięte, mokre i głodne coś na mojej drodze. Szukaliśmy dla niej domu, niestety nikt nie zglosił się po nią, a ja nie mogłam jej wziąć (mam alergię!!!!!). W poniedziałek pojechała ze mną do pracy, stąd niestety do schroniska.
Ale nie wytrzymałam. 
Postawiłam wszystko na jedną kartę (moją alergię przede wszystkim) i dziś poszłam ją stamtąd zabrać.

I oto jest. 
Malusia (nie wiem czy ma 8 czy mniej tygodni), jeszcze nieporadna, psotna i kochana. 
Przekroczyła próg domu i diabeł w nią wstapił. Pobiegła na górę i ogarnęło ją szaleństwo. Do tego stopnia, że zdążyła przez przypadek wykąpać się w swojej misce z wodą :) A teraz już odpoczywa...pewnie w nocy da nam czadu :)

Oto ona
jeszcze bezimienna






Może będę Aferą? Katastrofą? Stefcią lub Helką????

Moja pańcia nadal nie wie :)


PS. szczeniulki małe jeszcze tam były...hmmmm :)

Komentarze

  1. To w zamian za te łzy troche szczęścia!!!
    Dochtorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to mój plasterek na serducho :)
      jest boska :) :)
      a w nocy była grzeczniusia i dała nam spać.

      Usuń

Prześlij komentarz

dziękuję za dodanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

...koniec roku...