Egzotyczna i dzika....czyli jaka jest Rumunia

Ile razy czytaliście czy oglądaliście memy w internecie- "Rumunia to nie kraj, Rumunia to stan umysłu"?
Pewnie wiele.
I wiecie co?
To powiedzenie jest jak najbardziej prawdziwe.

Rumunia (oraz inne kraje bałkańskie) przewijała się od dawna wśród planów urlopowych. W zeszłym roku nie wyszło, więc ten rok był jak najbardziej prawdopodobnym do wyjazdu. Każdy, komu mówiliśmy, że jedziemy na wakacje do Rumunii i to w dodatku na 2 tygodnie, pukał się w czoło i kwitował - po co tam jedziecie. A my konsekwentnie plan wykonaliśmy. 😀

Ale od początku.
Plany były wielkie, bo i zobaczyć jak najwięcej chcieliśmy. Nikt z naszej ósemki nie był wcześniej w Rumunii, a szczątkowe informacje uzyskiwaliśmy od znajomych oraz z netu. Niestety - póki sam nie pojedziesz, to nie przekonasz się czego spodziewać się w tym kraju. No i każdy oczekuje po wyjeździe czegoś innego.

Wyjazd:
Z Mazur do Oradei (pierwszy postój w Rumunii) jest tylko 900 km. Ale niech was to nie zwiedzie. Wyjechaliśmy z domu o 3 rano a na miejscu byliśmy po 21.00 (czasu rumuńskiego - bo musicie wiedzieć, że w Rumunii czas mają przestawiony o +1).  Czyli droga z dłuższymi postojami zajęła nam około 17 godzin. Na przejściu polsko- słowackim byliśmy koło południa. Przez Słowację przejechaliśmy drogami niepłatnymi. Cisza, spokój, brak wariatów na drogach. Wszyscy bez wyjątku jechali przepisowo. Nie widzieliśmy chyba ani jednego samochodu policyjnego. Pamiętajcie - na Słowacji wszystkie autostrady są płatne!!!! jedynie obwodnice miast, będące autostradami są wyłączone z takich opłat. Ale naprawdę jeśli macie czas i ochotę na ładne obrazki, to nie warto kupować winiety, a pojechać sobie drogami krajowymi przez wsie i miasteczka.

Zaraz za rogatkami przejścia słowacko - węgierskiego ustawiła się policja z radarem. I jak się okazało była wszędzie. Chyba nigdzie nie widziałam więcej policji na drogach niż na Węgrzech. Przejechaliśmy je lokalnymi drogami. Mnie zauroczył Tokaj - piękne krajobrazy, winnice i słoneczniki po kres oczu. Oczywiście na węgierskich autostradach również obowiązują winiety.

I w końcu przejście graniczne Węgry - Rumunia. Ta druga nie jest w strefie Schengen więc obowiązuje kontrola dowodowo - paszportowa. Przejście w Artandi. Szybka kontrola paszportów, wymiana Euro na LEI, zakup winiet i jesteśmy w Rumunii. (ciekawostka - wymiana LEI na złotówki to prawie 1:1).
okolice Sybinu
Do Oradei mamy niedaleko - jakieś 20km. Nocleg zaklepany na bookingu (polecam pensjonat Route79), bardzo miła obsługa, choć ni w ząb nie mówią po angielsku. Rano kolejne 900 km przed nami. Jedziemy na drugi koniec Rumunii - przedostatnia miejscowość na granicy z Bułgarią - 2 Mai. Google maps pokazuje, że do pokonania mamy 12 godzin.
Jedziemy przepiękną trasą wśród gór, a z każdym kilometrem te nabierają tylko większego uroku. Zajeżdżamy na obiad w Sybinie. Tam też dopada nas burza i ulewa. Ale nie trwa długo. Za chwilę znów wszechogarniający upał.  Jedziemy w stronę Bukaresztu przez Park Narodowy Cozia. Widoki zapierają dech w piersiach. Serpentyny, przełomy rzeki, zapory, osuwiska skalne.

I kierowcy rumuńscy....kierowcy nieprzewidywalni do granic możliwości. Nigdy nie wiadomo czy jeden z drugim nie wyjedzie ci z drogi podporządkowanej, albo nie zaparkuje tuż przed tobą. Ale najciekawsze, jeśli chodzi o kierowców, dopiero przed nami.

Wjeżdżamy na autostradę. Czuję się jak w normalnym, cywilizowanym kraju. Kilometry do Bukaresztu uciekają nie wiadomo kiedy. Mamy go ominąć obwodnicą, niestety nawigacja płata nam figla i ...jedziemy przez sam środek stolicy. Tuż przed rogatkami miasta, na autostradzie naszym oczom ukazuje się zaprzęg konny, a na wozie prócz woźnicy jest jeszcze dwójka dzieci (w typowych romskich strojach). Wjeżdżamy do Bukaresztu. Trzy pasy do jazdy w jedną stronę. Kierowcy parkują na parkingu, pasie zieleni i najbardziej prawym pasie do jazdy. Czyli witajcie w Bukareszcie :D
Kierowcy jeżdżą jak chcą, piesi przechodzą przez ulicę jak chcą, ogólnie jest chyba zasada - jedź tak, żebyś innych nie wkurzał i nie zrobił krzywdy. Przy czym, Rumunia jest przyjaznym krajem dla kierowców, którzy jej nie znają - nikt tam nie trąbi, nie pogania. Każdy jest panem na drodze. Niech za przykład posłuży zdjęcie poniżej 😁
parkowanie po rumuńsku w Bukareszcie - tam gdzie ci pasuje- na pasach, na skrzyżowaniu, na pasie do jazdy w prawo a zdarzyło się że i w lewo.




Drogi w Rumunii.

Nie obawiajcie się - mit dróg w Rumunii to tylko mit. Do wszystkich większych miast dojedziecie fajnymi drogami, autostradami czy innymi drogami szybkiego ruchu. ALE! są i takie drogi krajowe, że trudno je nazwać drogami. Wystarczy zjechać z dwupasmówki a oczom waszym ukaże się nawierzchnia tłuczniowa lub zwykły piach. Jednak nie ma tragedii. Niekiedy drogi są lepsze niż u nas w Polsce.
Droga krajowa (ale to przykład skrajny) 
Autostrady też są i to całkiem niezłe.

Oczywiście najpiękniejsza trasa jaką pojechaliśmy zobaczyć, to Droga Transfagoraska (według Top Gear najpiękniejsza trasa na świecie). /oczywiście wszyscy mówią transfogarska bo jest łatwiej/.
Nie zawiodłam się. Na żywo jest jeszcze piękniej.
Droga Transfagoraska
Po drugiej stronie gór, po przejechaniu tunelu widoki są równie piękne. Niestety nie dojechaliśmy do zapory i jeziora Vidraru, ale jest po co wrócić.
Tym razem nie udało się również zobaczyć Transalpiny -zabrakło czasu.

Bezpańskie psy
Bezpańskie psy to nie mit. To smutna rzeczywistość. Na parkingu przy autostradzie daleko od ludzi były np. cztery małe szczeniaki. Poza tym w okolicach Sybinu widzieliśmy dużo biegających psów. Wiadomo - cała wataha może wyrządzić człowiekowi krzywdę.



Morze Czarne
Wszyscy znajomi mówili mi, że Morze Czarne to najbrudniejsze morze w całej Europie. No nie jest najczystsze. Choć może bardziej chodzi o to, że plaże są jakie są....nie ma parawaningu ale jest brudno. Ale widoki rekompensują wszystko.




Vama Vechie
Vama Vechie


A dla takich wschodów słońca warto było wstawać rano :)

Oczywiście będąc tak blisko Bułgarii musieliśmy odwiedzić Złote Piaski. Czyli turystyczny "raj". (czyste plaże, leżaki - widać wszystko zrobione pod turystę). Tylko nie każdy tego właśnie szuka. Nam bardziej jednak odpowiada dzika Rumunia, niż tłumy ludzi w Złotych Piaskach (byliśmy przed sezonem, a i tak było sporo ludzi). Tak czy siak - warto było zobaczyć. W Bułgarii winiety obowiązują na wszystkie drogi!!! (warto zapamiętać).

Bułgaria w porównaniu z Rumunią jest dużo droższa. Deptaki ze "światowymi" markami.


ucieczka z morza :D 

wieżowce, hotele, czyli witamy turystów
 i ostatnie spojrzenie na Morze Czarne od strony 2Mai.

3:)

Jedzenie

No cóż...nie powaliło mnie na kolana. A nawet odstraszyło. My od dawna nie jemy tłusto a tu..wszystko ocieka tłuszczem. Ichnie mici z frytkami i sałatką z pomidora, ogórka i papryki - bez żadnych dodatków. Próbowałam też sarmali (tutejsze gołąbki) z mamałygą, ale czy są warte polecenia...Najlepsza oczywiście jest ciorba czyli zupa. Ale również trzeba trafić w smak. Rybna - nie do zjedzenia. No i pyszna pomidorowa na słodko - palce lizać.


Natomiast pizzę mieli pyszną. Na zupełnie innym spodzie niż u nas.

No i desery...a ja za słodyczami przepadam. Pyszne!


CDN....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"fejsbukowi /wirtualni/ przyjaciele"

...koniec roku...